Dlaczego zostałam siostrą służebniczką PDF Drukuj Email

Dlaczego zostałam siostrą służebniczką, duchową córką bł. Edmunda Bojanowskiego ?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, pragnę najpierw przybliżyć sylwetkę bł. Edmunda Bojanowskiego, którego jemu współcześni nazywali „Serdecznie Dobrym człowiekiem”

 W małej miejscowości Grabonóg koło Gostynia, 14 listopada 1814 roku, w rodzinie szlacheckiej, przyszedł na świat Edmund Bojanowski. Rodzice cieszyli się z narodzin syna i otaczali go wielką troską, ucząc wiary, wrażliwości na piękno i dobro człowieka. Po ciężkiej chorobie, z której został cudownie uzdrowiony wzrastał w umiłowaniu Boga i bliźniego. Miał swoje młodzieńcze marzenia i plany. Historia Polski i literatura były jego pasją. I z tymi zainteresowaniami wiązał przyszłość. Lecz Bóg miał wobec niego inne plany. Mając osiemnaście lat Edmund rozpoczął studia we Wrocławiu, podczas których zmarła mu mama, a dwa lata później ojciec. Były to dla tego młodego człowieka bolesne przeżycia. Głęboko zakorzeniona wiara i nabożeństwo do Matko Bożej pomogły mu przetrwać najcięższe chwile. Ze względu na słaby stan zdrowia, musiał przerwać naukę.

Powrócił do Grabonoga, gdzie w modlitwie szukał nowych rozwiązań i sensu swojego życia. Bóg przyszedł mu z pomocą… Kiedy w całym Księstwie Poznańskim wybuchła straszna epidemia, w Edmundzie zapalił się płomień służby ciężko chorym. Jasno widział swoją misję i oddał się jej cały - swoje serce, ducha i umysł. Ludzie samotnie umierający w warunkach odstraszających byli dla niego odzwierciedleniem żywego Chrystusa, który potrzebował pomocy. Młody Edmund - człowiek wątłego zdrowia, serdecznie dobry człowiek, podarował cierpiącym czas, uśmiech i pokój, który rozkwitał w cicho szeptanej modlitwie. Ocierał spocone czoło, karmił, podawał szklankę wody – służył. Za swoje pieniądze kupował opatrunki, leki i żywność. Później wchodził do domów oznaczonych czarnym krzyżem zarazy, by nieść ulgę w cierpieniu i Chrystusową miłość. Nieraz prócz modlitwy nie mógł dać nic więcej.

            Epidemia pochłaniała mnóstwo ofiar, pozostawiając po sobie ból, łzy, samotność i bezradność małych dzieci patrzących na umierających rodziców. Edmund Bojanowski dostrzegł także w ich oczach odbicie Chrystusa.  Kolejne wyzwanie!

            Nie czekał na wielkie znaki. Serce pełne zawierzenia i miłości Boga dyktowało co robić, jak żyć i postępować. Przy pomocy przyjaciół otworzył dla sierot ochronkę – dom, który chronił wiarę i zasady chrześcijańskie, chronił to co polskie; język i kulturę; serdeczność i współczucie; prostotę i miłość. Edmund stał się ojcem dla wielu dzieci zgłodniałych miłości i chleba. Do pomocy zatrudnił na początku trzy dziewczęta wiejskie, które rozpoczęły nowe Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny.     Wraz z całym Kościołem dziękujemy Bogu za dar beatyfikacji Ojca Założyciela, której dokonał Sługa Boży Ojciec Święty Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku w Warszawie, prosząc gorąco o Jego rychłą kanonizację.

            Siostry Służebniczki naśladując Ojca Założyciela opiekują się dziećmi, ubogimi i chorymi. Mimo że jest nas tak dużo, wciąż brakuje rąk i serc gotowych poświęcić swe życie Chrystusowi. Wciąż wyciągają się ku nam dłonie potrzebujących, odrzuconych, samotnych. Obojętność i smutek to choroba dzisiejszego człowieka. Powiesz mi bracie i siostro, że przesadzam…

Zaglądnij więc ze mną do domu dziecka, gdzie dzieci jakby w rytm kołysanki huśtają się w przód i tył, bo brak im ramion matki i ojca. Tam siostra jest dla nich kimś najbliższym…

Zaglądnij ze mną do białych sal szpitala, gdzie codziennie spotyka się śmierć i lęk przed bólem. Tam również siostra jak kiedyś Edmund niesie ulgę cierpiącym, szepta modlitwę i trzyma za rękę.

Zaglądnij ze mną do domów spokojnej starości, gdzie uśmiech starca z laską w ręku przesiąknięty jest morzem łez, a obecność siostry przekonuje, że warto żyć! Do końca!

Zaglądnij ze mną na ulice i śmietniki, gdzie brudne i zaniedbane dzieci szukają pożywienia i rozrywki. Jedyną przystanią pokoju dla takich dzieci są świetlice prowadzone m.in. przez siostry, gdzie mogą zjeść ciepły posiłek, odrobić lekcje, odnaleźć życzliwość. Tam gdzie nikt nie chce pójść, Bóg posyła siostry zakonne, gotowe jak On oddać życie dla innych.

Zaglądnij ze mną do rozświetlonych okien mieszkań, gdzie słychać przekleństwa i płacz, a chleb nasycony jest nienawiścią i przemocą lub wrogim milczeniem. A może alkohol zabija ludzkie odruchy serdeczności i ciepła. Zaglądnij wreszcie do swego domu – jeśli jest w nim dobroć, bezpieczeństwo i Bóg, dziękuj za to- bo jest za dziękować!. A jeśli czegoś brak - proś Boga by to uleczył, zmienił. On wszystko może! Naprawdę nawet najwięksi twardziele współczesnego świata potrzebują drugiego człowieka, potrzebują Jezusa. A On czeka gotowy dać ci wszystko, abyś był szczęśliwy!

            Popatrz na tych, których Bóg powołuje do swojej służby, większość z nich marzyła w dzieciństwie o cichym domu i własnej rodzinie. Jednak Chrystus chciał inaczej. Potrzeba było z pewnością wiele odwagi i zaufania by za Nim pójść. Jeśli dobrze przyglądniesz się oczom i dłoniom sióstr odczytasz zmęczenie i trud, ale przede wszystkim szczęście i pokój, którego nikt prócz Boga tak naprawdę dać nie może!

Wielu ludzi nie rozumie takiego życia. Wielu ludzi go krytykuje a co najgorsze zabrania powołanym realizować plan Boga. Dlaczego? Bo nie wierzą Jezusowi. Bo nie cieszy modlitwa, bo życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie uważają za szaleństwo lub ucieczkę od życia. Bo boją się trudu, wyrzeczenia, rezygnacji z siebie. A przecież miłość to ofiara – nasi rodzice najlepiej o tym wiedzą.

Dziękując Bogu za łaskę powołania, za rodzinę, z której wyszłam, za wszystkich, których Bóg postawił na mojej drodze życia, by odkrywać Jego plany, by przejść przez tę bramę, którą jest sam Jezus, modlę się codziennie o nowe powołania, aby Ci którzy usłyszą Ten Głos zechcieli za nim iść nie zagłuszać go... Powołanie to nie jest nasza prywatna sprawa! Bo gdyby Edmund Bojanowski zlekceważył Ten Głos, ile dzieci, chorych i ubogich nie doznałoby Miłości miłosiernej i Dobroci ludzkiej tak wspaniale promieniującej z serca tego świeckiego człowieka…? Gdyby Karol Wojtyła nie poszedł za Tym Głosem, nie byłoby tak wspaniałego kapłana, biskupa, papieża ...a On tak pięknie wołał do młodych: „Nie bój się wypłyń na głębię, zawierz Chrystusowi, pokonaj słabość, zniechęcenie i lęk. Na nowo wypłyń na głębię. Odkryj własnego ducha, przyjmij słowo Chrystusa. Zaufaj Mu i podejmij życiową misję. Nie lękaj się, wypłyń  na głębię  Jest przy tobie Chrystus!”

Żniwo wielkie, ale robotników mało, módlmy się gorąco o nowe i liczne powołania do służby Bożej. Módlmy się o odwagę dla młodych ludzi, aby ochotnie odpowiadali na wezwanie Chrystusa.

Módlmy się także za tych, którzy już kroczą Jego śladami w kapłaństwie czy w życiu zakonnym, aby byli czytelnym znakiem obecności Boga wśród ludzi.

                                                                                                      s. M.Anna Godek

 
Zgromadzenie Sióstr Służebniczek
Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej

ul. E. Bojanowskiego 8-10, 39-200 Dębica
insurance 14 670-48-81